Zacznę od tego, że jestem 18-telnią dziewczyną, 167cm wzrostu, 50kg, nie uprawiam żadnych sportów zawodowych, dla relaksu jeżdżę na rowerze, pływam, próbowałam nawet jogi. Ze względu na moje hobby mam duży kontakt z farbami do malowania ścian oraz rozpuszczalnikami. Natomiast uczę się w technikum gastronomicznym. Nie palę, alkohol tylko okazjonalnie.

Problem zaczął się jakieś miesiąc temu. Przez jakieś 2 lub 2,5 tygodnia potrafiłam zjeść wszystko, zjadłam obiad i po pół godziny znów musiałam coś zjeść, obojętnie co, słodkie czy ostre, jadłam wszystko na co miałam apetyt. Nigdy też się nie odchudzałam, nie uważałam tego za konieczne. Zawsze lubiłam ostro doprawione potrawy, dużo pieprzu i chili. Raczej nie przepadam za fast-foodami, raz może na miesiąc zjadłam jakieś frytki czy kebab. Wolę domową kuchnię, sałatki, kurczak, ryby. Mówiąc prosto odżywiałam się jak każda normalna dziewczyna. Teraz jednak od jakiegoś tygodnia nie mogę nic jeść. Zjem połowę kromki, a gdy chcę zjeść więcej czuję, że wszystko zwymiotuje. Obiad ledwie coś ruszę, zjem parę kęsów i mam dość. Straciłam na wadze jakieś 2kg. W dodatku odczuwam dziwne pulsowanie mięśni w różnych miejscach: to na nodze, to na ramieniu, ostatnio nawet na brwi. Występuje przeważnie jak siedzę lub leżę, w różnych odstępach czasu. Poza tym czuję także w podbrzuszu z prawej strony, dziwnie to zabrzmi, ale jakby się tam coś przemieszczało, czasami kłuje mnie w tym miejscu, zwłaszcza jak się poruszam. Zauważyłam także, że włosy po depilacji bardzo wolno odrastają, jak i paznokcie przestały tak szybko rosnąć. Boję się czy nie złapałam jakiegoś pasożyta. Co prawda przestrzegam wszystkich zasad higieny, ale raz pamiętam zjadłam surową rybę. Do tego dochodzi jeszcze senność oraz zmęczenie i ogólne złe samopoczucie.
U lekarza jeszcze nie byłam, ale będę chyba musiała się zapisać w najbliższym czasie, na razie proszę o szczere i pomocne odpowiedzi