Witam
Mam duże utrapienie z pewną sytuacją. Zażyłam za dużo leków na grypę. Od razu dodam, że nie było to zamierzone. Było to tak: w sobotę późnym popołudniem/wieczorem zaczęłam się źle czuć - dopadły mnie nasilone objawy grypy. Nie mogę sobie przypomnieć, co dokładnie zażyłam - wydaje mi się, że 1 saszetkę Coldrex MaxGrip i tabletkę Gripex Max, może jeszcze jedną.. W niedzielę rano nie czułam się lepiej, ba, nawet gorzej. Zależało mi bardzo na tym, żeby w poniedziałek być w jako takim stanie (ważne kolokwium na uczelni, którego nie mogłam opuścić) więc tego dnia trochę przyfaszerowałam się lekami. Jakoś nie pomyślałam o tym, że różnych leków na grypę się nie miesza i takie tam.. Przez całą niedzielę zażyłam bodajrze 2 saszetki Colrex MaxGrip, jeśli dobrze pamiętam to 3 tabletki Gripex Max i być może jakieś 2 tabletki zwykłego Gripexu (ale kompletnie nie jestem w stanie tego sobie przypomnieć).. Nie przestrzegałam zasady, żeby brać lek co 6-8 h, co gorsza, napiłam się kawy w niedzielę wieczorem (podobno nasila to działanie paracetamolu). ok 3 w nocy zażyłam zwykły Gripex, potem (tak po 9- przed 10) saszetkę Coldrex Maxgrip i tuż przed wyjściem (ok 10) Gripex Max. Potem już nie brałam nic z paracetamolem. W poniedziałek początkowo czułam się lepiej, silniejsza ale potem coraz gorzej. Po południu oczy świeciły mi się jak żarówki, byłam bardzo słaba, taka 'niekumata', nie miałam apetytu (co zawsze go mam), bolało mnie serce, z nosa normalnie ciekł mi katar, jak jakaś woda. Zaczęło być mi bardzo zimno, zauważyłam, ze przez jakiś czas trzęsły mi się ręce. I brzuch miałam tak dziwnie wybulony. Wtedy to zdałam sobie sprawę że przedawkowałam leki (bo przecież każdy GripexMax to 500mg, a Colrex- 1000mg paracetamolu).. Naczytałam się w internecie o przedawkowaniu, przeraziłam się i pojechałam do internisty. W poczekalni miałam trochę dreszcze. Niemiła lekarka wyśmiała moje obawy, nawet nie chciała mnie słuchać. Powiedziała, że skoro nie mam wysypki na ciele czy czegoś podobnego to nic mi nie jest. Poleciła mi dalej zażywać GripexMax, z tym że max. 2 tabletki na dzień. Kiedy wróciłam do domu byłam bardzo słaba, rozpalona, od razu poszłam spać. We wtorek rano czułam się jeszcze trochę źle - rano było mi niedobrze, co jakiś czas pobolewało mnie serce, cały dzień pękała mi głowa, w ogóle nie miałam apetytu. Czasem czułam ucisk/ból w brzuchu (nadbrzuszu?) i też mniej więcej w okolicach nerek (chyba, bo dokładnie nie jestem w stanie ich zlokalizować). Ale generalnie czułam się już dużo lepiej. Nie brałam nic na grypę (bałam się) - gorączka zaczęła mi rosnąć, gdy doszło do 38, wzięłam zwykły Gripex - wtedy spadło do 37,5. Dzisiaj czuję się lepiej, głowa mniej mnie boli, tylko ciągle jestem taka hm rozpalona, upocona, a kiedy zaczynam jeść to troszkę mnie kuje tak po bokach. Chyba znowu miałam gorączkę, więc wzięłam Gripex.
Nie wiem teraz co mam robić, czy jest powód do martwienia się? Wiem, że trochę późno na takie dywagacje, ale ciągle biję się z myślami czy gdzieś się nie zgłosić, że to przedawkowanie mogło mi zaszkodzić na jakieś narządy, albo coś.. Martwi mnie to, że mam dziwne, naprzemienne bóle: taki "ucisko-ból" w nadbrzuszu, a to poboli mnie trochę w okolicach wątroby, a to po bokach.. Poboli trochę i przestaje (nie boli mocno ale mnie to martwi). I kiedy coś zjem to mi trochę niedobrze.
Co powinnam zrobić? Zgłosić się gdzieś? Jeszcze raz pójść do lekarza? A może na pogotowie ? Na prawdę mam mętlik. Tak sobie myślę, że chyba wczoraj nie powiedziałam lekarce o wszystkich objawach (ból serca, dreszcze itp.) z tego całego stresu i "przyćmienia"... Boję się, że zaszkodzę sobie przez swoją głupotę... Czy takie przedawkowanie jest mocno szkodliwe ?
Bardzo proszę o pomoc, jakąś radę![]()


LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedz z cytatem