Witam wszystkich.

Otóż w marcu tego roku lekarze wykryli u mamy raka szyjki macicy - nieoperacyjnego. Od razu dodam, że rak powstał w wyniku błędu lekarzy podczas zabiegu usuwania płodu po poronieniu.

Leżała w szpitalu do czerwca, biorąc chemioterapię i radioterapię. Po wyjściu ze szpitala co miesiąc jeździła do kontroli. Niestety, od listopada zaczął boleć ją kręgosłup i okazało się, że są mikroprzerzuty. Niedługo potem, kiedy bóle kręgosłupa zaczęły się nasilać, zaczęła puchnąć noga. Dopiero teraz lekarze doszli do tego, że może to być zakrzepica. Wczoraj dowiedziałem się, że jest to i zakrzepica izablokowana chłonka.

Mama dostaje takich bólów, że ani ketonal, ani morfina w ogóle nie pomagają. Lekarze (a było ich 4 jednocześnie na wizycie) nie wiedzieli i do tej pory nie wiedzą, skąd biorą się te bóle (a są bardzo częste, przy najmniejszym ruchu) i w związku z tym wydali wyrok - "nie wiemy skąd te bóle, więc mama musi jechać do hospicjum, bo nie ma już dla niej ratunku".

Problem w tym, że nie skontaktowali się z angiologiem, nie zrobili jej żadnego USG. Jedyne wykonane badanie to badanie dopplerowskie. Badania na trombofilię też nie było.

Nie wiem co ja mam robić. Ja wierzę, że to głupota lekarzy, którzy najwidoczniej ściągali na studiach, zamiast uważać, a nie oparta na badaniach i faktach diagnoza.

Może mi ktoś poradzić, co robić ... ?