Po basenie pojawił się problem z zatkanym uchem. Dolegliwości były na tyle nieprzyjemne, iż następnego dnia postanowiłem wybrać się na ostry dyżur. Okazało się, że mam korek woskowinowy w uchu. Larengolog zdecydował się na użycie ostrego haczyka. W przypadku lewego ucha zabieg przebiegł bezboleśnie. Lekarz postanowił też sprawdzić jak się ma sytuacja w prawym uchu. Okazało się, że też jest korek, ale 'suchy'. Zaczął dosyć mocno 'grzebać' hakiem , sprawiając mi tym duży ból. Kiedy skończył powiedział, że jest już wszystko w porządku, korki zostały usunięte. Zapytałem czy ostry, kłujący ból po zabiegu(w prawym uchu) minie, odpowiedział, że za jakieś 2 dni dolegliwości ustąpią. Niestety od tamtego momentu nie mogę kasłać, kichać, wysmarkiwać mocno nosa- pojawia się ból oraz uczucie, jakby w uchu coś jeszcze było i się przemieszczało. Czuję jakbym mógł 'poruszać' błoną bębenkową, co sprawia mi ból. Przy tej czynności słyszę jakby przemieszczający się piasek. Ciężko mi to opisać, ale to tak jakby woskowina 'spadała' na bębenek, po poruszeniu nim 'podkskakiwała' wyżej. Czy możliwe jest uszkodzenie błony bębenkowej przez laryngologa? Jeśli to nie błona, to co to może być? Objawy są uciążliwe, lekarz stwierdził, że same miną, ale trochę się obawiam, że jednak nie.