Od pewnego czasu miewam bardzo kłopotliwy problem z...językiem. Gdy przyjrzałam się bliżej temu problemowi,to zauważyłam,że podczas mówienia "dalsza" jego część przylega mocno do podniebienia. Gdy próbuje coś powiedzieć to zamiast słów z mojej buzi wydobywa się bełkot. Mniewa on różne nasilenia i czasami zanika... "Bełkotowi" towarzyszy suchość w ustach.

Podobną sytuację miałam ok.6 lat temu,ale przeszło samo...Miałam robioną tomografię i rezonans które nic nie wykazały.Przypisywano mój problem nerwom.Wypisali recepte na leki psychotropowe. Łykam skrupulatnie każdą maleńką tableteczke a język jak się "plątał" tak się pląta... Nie znają przyczyny...

Zastanawia mnie czy mój problem może mieć coś wspólnego z całym mnóstwem bolesnych i bezbolesnych "gulek" które wyskakują mi na szyi,gardle i głowie(w tym trzy na podgardlu)...Pani doktor powiedziała,że to nic takiego,że jak będzie się działo coś złego to mam przyjść.

Boli mnie także mały palec u nogi...tak dziwnie jakoś... pisze o nim bo może mieć związek...

Czy ktoś potrafi mi pomóc?