Rozprawy sądowe - Forum Medyczne: porady, objawy, leczenie, profilaktyka
-
Rozprawy sądowe
, emerytowana lekarka, oskarżona przez krakowską prokuraturę o wystawienie około 6 tysięcy fikcyjnych, w pełni refundowanych recept na inwalidów wojennych, co w konsekwencji naraziło Skarb Państwa na przeszło 100 tysięcy złotych straty.
Jednak Sąd Okręgowy w Krakowie umorzył postępowanie, uzasadniając, że pani Ilona nie działała na swoją korzyść, a jej postawa życiowa upoważnia Sąd do skorzystania z nadzwyczajnej procedury i odstąpienia od wymierzenia kary.
Dr Ilona zerwała z Kościołem rzymskokatolickim i wstąpiła do Kościoła zielonoświątkowego.
- Jak to się stało, że "zauważyła" Pani istnienie bezdomnych? -
Wszystko zaczęło się od mojego uczestnictwa w organizowanym przez augustianów Ruchu Odnowy w Duchu Świętym (ewangeliczny nurt w ramach Krk -przyp. red.). Na spotkania, oprócz młodzieży, przychodzili również bezdomni, którzy z miejsca spotkań uczynili sobie świetlicę. W związku z tym augustianie polecili im opuścić Odnowę, jednak ja postanowiłam wtedy, że zostanę z nimi.
- Co było dalej?
- Coraz bardziej angażowałam się w pomoc tym ludziom. Poznawałam ich życie i codzienne problemy. Wymarzyłam sobie zorganizować jakieś miejsce, gdzie mogą się najeść, umyć, odpocząć i otrzymać trochę ciepła. Po wielu staraniach i przy nieocenionej pomocy augustianina ojca Whilima, udało mi otrzymać z Urzędu Miasta kamie nicę przy ul. Estery 12.
- I powstała ta wymarzona przez Panią placówka?
- Owszem, powstała, ale bez mojego udziału. Ostatecznie Urząd Miasta zlecił jej prowadzenie ojcu Joachimowi, byłemu albertynowi wy rzuconemu z klasztoru za różne malwersacje i grzechy nieczystości.
- Słyszałem, że ten człowiek pod płaszczykiem walki z bezdomnością rozkręcił niezły biznes, a większa część darów, ja ką albertyni otrzymywali z całe go świata na akcje charytatywne, trafiała do jego prywatnych sklepów rozsianych po całej Polsce. Dziwić więc może, że władze Krakowa właśnie komuś takiemu zleciły prowadzenie zainicjowanej przez Panią placówki.
- Ojciec Joachim obecnie prze bywa w więzieniu. Otrzymał więc karę za swoje grzechy, a ja modlę się za niego.
- Czy nadal przychodziła Pani na spotkania Odnowy? Z tego, co wiem, augustianie otrzymali po lecenie z kurii, by spotkania od bywały się według katolickiej doktryny, co poniekąd zdławiło nowatorski prąd, sprowadzając go do katolickiej obrzędowości. -
Zaczęłam uczęszczać na spotkania założonej przez członków Od nowy w Duchu Świętym wspólnoty ekumenicznej Charisma.
- Czy dalej miała Pani kontakt z bezdomnymi?
- Oczywiście, przez cały ten okres opiekowałam się swoją 20osobową grupą. Wspólnie z przyjaciółmi ku piłam im autobus, który miał służyć jako obwoźny sklep. Niestety, auto bus stał się pijacką meliną, a gdy nie nadawał się już do użytku, moi podopieczni zamienili go na alkohol.
- Nie wygląda Pani jednak na kogoś, kto się łatwo poddaje.
- Tym, co się stało, byłam jednak załamana. Na szczęście Bóg sprawił, że w Charismie poznałam Jurka, mojego obecnego męża. Sam kiedyś był alkoholikiem, jednak spotkał na swej drodze Jezusa, który odmienił jego życie. Powiedział mi, że jeżeli naprawdę chcę tym ludziom pomóc, to muszę wpłynąć na ich postawę, by gruntownie zmienili swoje życie i również spróbowali odnaleźć Jezusa, gdyż tylko on może sprawić, by stali się lepsi.
- Czy Charisma im w tym pomogła? - Wkrótce i ona się rozpadła. Jej skrzydło protestanckie, w tym ja z Jurkiem, wstąpiło do Kościoła zielonoświątkowego.
- Teraz mogła Pani wreszcie zrealizować swoje powołanie i utworzyć prawdziwy ośrodek?
- Owszem, w Zborze Betlejem poznałam wspaniałych ludzi i wspólnie otworzyliśmy Stowarzyszenie Dobroczynne Betlejem, które do dziś prowadzę z Jurkiem. Tu bezdomni mogą zamieszkać, a oprócz zaspokojenia przyziemnych potrzeb odnajdują kontakt z Bogiem. -
Czy to wtedy pojawił się problem fałszowania tych nieszczęsnych recept?
- Ja jestem lekarzem i przede wszystkim muszę nieść pomoc doczesną. W 1999 roku rząd Jerzego Buzka wprowadził reformę służby zdrowia, której kluczowym elementem było powstanie kas chorych. Wielu pacjentów, zwłaszcza tych najuboższych, zostało wyrzuconych poza nawias opieki zdrowotnej, bo aby uzyskać podstawową pomoc medyczną, należało spełnić szereg warunków, czyli opłacać składkę na ZUS, po siadać NIP, stały meldunek itd. Wprawdzie utworzono później przychodnie dla ludzi bezdomnych, lecz ich działalność była dalece niewystarczająca. Na moim procesie zeznawał jeden z lekarzy kasy chorych, który wyraźnie stwierdził, iż w pierwszym roku wejścia w życie tej reformy był taki chaos, że wie lu ludzi, nie tylko bezdomnych, miało bardzo utrudniony dostęp do le karzy.
- Jak godziła Pani oszustwo z etyką chrześcijańską?
- Jest prawo ludzkie i boskie. Boskie prawo nakazuje mi - lekarzowi pełniącemu rolę służebną - pochylić się i pomóc tym najuboższym, zwłaszcza że prawo ma być dla ludzi, a nie ludzie dla prawa. Ja te recepty wypisywałam w wyjątkowych okolicznościach, by ratować ludzi, których życie było zagrożone. Kiedy z mężem odwiedzaliśmy dworce i kanały ciepłownicze, spotykaliśmy oso by w tak drama tycznym stanie, że nie myślałam już o bezdusznych przepisach kasy chorych, lecz tylko o tym, by ratować ludzi. Kiedyś w zimie, będąc na dworcu kolejowym, znalazłam młodego chłopaka z obustronnym za paleniem płuc. Leżał na jakichś kar tonach, bez butów i spodni, które mu skradziono, nie miał przy sobie żadnych pieniędzy ani dokumentów, czyli szans na skorzystanie z publicznej opieki medycznej. Gdybym mu nie pomogła, chłopak wkrótce by zmarł. Oczywiście byli i tacy, którzy próbowali wykorzystać moją ufność i wyłudzić lekarstwa, lecz wtedy był przy mnie mój mąż, który jako były alkoholik świetnie umiał odróżnić oszustów od potrzebujących.
- W życiu zetknęła się Pani z wielką biedą i wieloma ludzkimi dramatami. Czy nie razi Pani fakt, że dzieje się to obok opływającego w luksusy Kościoła oraz jego przybudówki - Caritasu, który przecież dysponuje gigantycznym majątkiem? Czy uważa Pani, że jego pomoc jest wystarczająca?
- W swoim życiu obracałam się w środowiskach kościelnych, moimi pacjentami były też osoby duchowne. Widziałam, jakimi dysponują środkami, jak wyposażona była np. apteka Caritasu. Niestety, dostęp na tylko dla wybranych. Wielu moich wychowanków, będących w przytułkach prowadzonych przez różne zakony, wspominało o bulwersujących zdarzeniach, jakie tam miały miejsce, ale nie chcę zbyt wiele mówić na ten temat. Od wielu lat zajmuję się pomocą bezdomnym i wiem, jak ciężka to jest praca. Obecnie wspólnie z mężem pro wadzimy Chrześcijański Ośrodek Pomocy Bezdomnym "Dom Łazarza". Udało nam się wreszcie wy gospodarować przyzwoity budynek, ale liczne wydatki często nas przerastają, dlatego stale apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli o wszelaką pomoc.
- Dziękuję za rozmowę i życzę wytrwałości i sukcesów w dalszej Pani działalności, zwłaszcza że znam kilku pani wychowanków i fajne z nich chłopaki!
Rozmawiał PAWEŁ PETRYKA
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum