Witam
Chciałam prosić o opinie innych piszących. Miałam dzisiaj bardzo nieprzyjemna sytuacje w prywatnym gabinecie okulistycznym, u optyka. W zeszłym tygodniu byłam na badaniu z moim ośmioletnim synkiem, Pani doktor zbadała dziecko i przepisała tropicamidum, poinsruowała jak mam je przygotować do badania. Dodam że przed wizytą u niej był na badaniu okulistycznym z innymi dziećmi ze szkoły i okulistka zaleciła kontrole więc poszłam prywatnie. Od dwóch dni synek pokasływał, jednak nie gorączkował więc uznałam że nic nie stoi na przeszkodzie by go przygotować do badania i pójść na wizyte. Z trudem zaaplikowałam krople, ponieważ szczypały maluszka, po za tym miał już zakrapiane na wizycie w szkole i miał uraz. Weszłam do gabinetu, przywitałam sie z Panią doktor i nagle słysze - "Czy Pani jest niepoważna? Co z Pani za matka? Dziecko kaszle a pani przychodzi z nim na badanie !!! ". Odpowiedziałam że syn nie gorączkuje i jest przygotowany do badania i proszę o wykonanie, na co usłyszałam - " Ja muszę się nachylić nad nim, chwila moment i dojdzie do zakażenia. Cały gabinet będzie pełen zarazków, tu są pacjenci!!!". Najgorsze było to że krzyczała na mnie, wokół mnóstwo pacjentów. Sama jestem absolwentką WUM i znam służbę zdrowia ale z czymś takim się nie spotkałam. Stałam w bezruchu, nabrałam wody w usta. "Proszę go zapiasać najwcześniej za tydzień" i proszę dziecko leczyć! Okulista który diagnozuje dziecko bez badania, nie wiedząc czy było wcześniej u lekarza czy nie? Zapisałam sie. Wyszłam. Nie powiedziałam nic. Zła jestem na siebie że zamilkłam, bo może trzeba było zareagować na delikatnie powiedziawszy nietakt????? Teraz trzeci raz w przeciągu trzech tygodni muszę synkowi aplikować krople, które naprawde szczypią, porażają akomodacje... Co o tym myślicie? Dziękuje za wszelkie opinie.
Pozdrawiam.


LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedz z cytatem